Paradoksy i żółcienie

Oscar Wilde

Przekład, wstęp i opracowanie: Joanna Stadler

redakcja: Paulina Łotoczko
stron: 162
rok wydania: 2019
ISBN: 978-83-66102-18-7

39,00 

Oddawane właśnie do rąk czytelnika nowe tłumacze­nie obejmuje zarówno wiersze, które wcześniej znalazły się w wyborze Kasprowicza, jak i utwory dotąd nieznane polskie­mu odbiorcy. Największą część stanowią te, które Wilde opu­blikował w swym tomiku Poems z 1881 roku. Dodano jednak także utwory późniejsze – ostatni z 1889 roku. Tytuł Paradoksy i żółcienie odwołuje się z jednej strony do ulubionego i wręcz programowego koloru Wilde’a i całej epoki – żółci. Wiele jej odcieni, od ochry aż po złoto, przewija się w zebranych tu wier­szach. Zamiłowanie do tej barwy powiązane było z pewnością z wprowadzeniem syntetycznych farb do malarstwa, które wy­warło ogromny wpływ na estetykę literacką XIX wieku. Ter­min „paradoksy” nawiązuje natomiast do rodzimej tradycji recepcji Wilde’a, którego w Polsce zwykło się nazywać Lordem Paradoksem. Ten przydomek, choć dziś rzadko przywoływany, świetnie opisuje jego zaskakującą i pełną sprzeczności osobo­wość, która ujawnia się w dorobku literackim poety, również w wierszach zebranych w tym tomiku. Ich dobór był podyk­towany przede wszystkim własnym gustem tłumaczki, stara­jącej się jednak uwzględnić jak najwięcej grup tematycznych pojawiających się w twórczości Wilde’a. Czytelnik znajdzie tu więc zarówno wiersze miłosne, jak i patriotyczne, impresje in­spirowane sztuką i naturą, ale też pieśni czy elegie. Poza tym w zbiorze pojawiają się różnorodne formy wierszy stroficznych i pieśni, a nawet vilanella. Najsilniej reprezentowanym gatun­kiem jest jednak sonet, który w opinii tłumaczki nadal stanowi najpiękniejszą i najdoskonalszą formę poezji.

Ze Wstępu Joanny Stadler

*

 Żółta symfonia

 

Przez most omnibus z wolna się przeprawia,

przypominając żółtego motyla,

a jak robaczek nerwowy co chwila

jakiś przechodzień nagle się pojawia.

 

Barki nabite po brzeg żółtym sianem

zacumowano wzdłuż cienistej kładki.

Niczym szal żółty, jedwabny i gładki

wiszą opary nad brzegiem rozlane.

 

Bledną już żółcie w liściastych koronach

a z wiązów Temple każdy liść opada,

u mych stóp wije się Tamiza blada

jak nefrytowa wstęga pokręcona.